J
est to o tyle jeszcze bardziej niebezpieczne dla końcowego konsumenta, że całość tranzakcji będzie opierać się na mechaniźmie kontraktu różnicowego, gdzie zabezpieczony z punktu widzenia finansowego będzie jedynie inwestor.
Dodatkowym elementem który z pewnością wpłynie również na końcową cenę będą ustalenia, a raczej niezrozumiałe ograniczenia np. w produkcji energii stawiane przez Komisję Europejską, czego przykładem są nasi południowi sąsiedzi. Mają oni jedynie możliwość korzystania z 43% łącznej dostępnej produkcyjnej mocy reaktora. Powstaje pytanie, czy przy takich ograniczeniach tego typu iwestycje w ogóle mają sens? Tym bardziej prawie niemożliwe jest dzisiaj prognozowanie kosztów energii którą dostarczy się do konsumenta.
Nie można również zapominać o tym, że w tego typu projektach ciągle niedoszacowane są elementy związane z oddziaływaniem na środowisko. W tym przypadku należy przypomnieć, że nie jest to do końca czysta energia. Poza tym względy ochrony przed potencjalnymi zagrożeniami ze strony tego typu urządzeń również będą kosztować, a najczęściej niestety na tym etapie są prawie całkowicie pomijane.