Awaria elektrowni atomowej Fukushima Daichi w Japonii, wbrew wstępnym opiniom różnych „specjalistów” okazała się prawdziwą katastrofą, nie tylko porównywalną rozmiarem z Czarnobylem, ale prawdopodobnie w swoich konsekwencjach, nawet ją przewyższając.
W ostatnich dniach w związku z 25 rocznicą katastrofy reaktora w Czarnobylu, trochę więcej, zaczęto mówić o zagrożeniach radiacyjnych. W mediach przebiło się nawet kilka opinii, przeciwników energii jądrowej. Pojawiły się więc opinie o rzeczywistych zagrożeniach ze strony uwolnionej w sposób niekontrolowany promieniotwórczości.
Niestety w przeważającej większości, dominują wypowiedzi ludzi zawodowo związanych z przemysłem energii jądrowej. Dlatego też opinie, ich są najczęściej jednostronne. Nie widzą oni większego zagrożenia ze strony energii jądrowej, powtarzając nieustannie, że jest to najtańsza, a zarazem najczystsza forma pozyskiwania energii.
Kolejna katastrofa elektrowni atomowej Fukushima Daiichi w Japonii dowodzi tego, że tak nie jest. Tłumaczenie, że katastrofa ta wynika z oddziaływania sił przyrody jest w sumie mało wiarygodne.
Japończycy 40 lat temu, decydując się na postawienie elektrowni Fukushima Daiichi w strefie granicznej, gdzie schodzą się 3 główne płyty tektoniczne, świetnie zdawali sobie sprawę z niezwykle podwyższonego ryzyka sejsmicznego oraz tsunami. Nie zważając na zagrożenia tektoniczne i płynące z tego konsekwencje elektrownię atomową jednak zbudowali.
Audyt bezpieczeństwa, jaki przeprowadzono ponoć dwa lata temu elektrowni Fukushima Daiichi, wskazywał na 10% ryzyko poważnej awarii w przypadku dalszej jej eksploatacji. Wyniki audytu, jednak zlekceważono elektrownia, nie została zamknięta i działała, aż do momentu tragicznego trzęsienia ziemi, jakie miało miejsce 11-03-2011 o sile blisko 9 stopni w skali Richtera z epicentrum na wschód od wyspy Honsiu.
Skutki tej katastrofy są trudne do przewidzenia. Podobnie, jak w przypadku katastrofy w Czarnobylu ukrywa się rzeczywiste zagrożenie. Wprawdzie wyznaczono strefę ewakuacji 20-30 km. wokół elektrowni, jednak wiadomo, że skażenie radioaktywne, nie przebiega tak, jak została wydzielona ta strefa.
Według European Committee of Radiation Risk strefa ta powinna być, co najmniej powiększona do 50 km. Niezależne organizacje pro-ekologiczne dowodzą, że w wielu miejscach, nawet na terenach położonych ponad 100km. od elektrowni radiacja obecnie jest podobna, jak w strefie tzw. zony.
Skażenie promieniotwórcze, jakie powstało w wyniku katastrofy, nie jest przejściowe o czym w ogóle, nie informuje się mieszkańców ewakuowanej strefy.
Sami Japończycy widząc, że nie otrzymują niezbędnych informacji na temat zagrożeń radiacyjnych, oglądają zagraniczne stacje TV, aby uzyskać wiarygodną wiedzę na temat ich sytuacji. Podobnie było w naszym kraju po katastrofie reaktora w Czarnobylu, gdzie informacji o rzeczywistym zagrożeniu, poszukiwało się wtedy w zagranicznych stacjach radiowych.
W ocenie European Committee of Radiation Risk wypadek elektrowni jądrowej Fukushima Daiichi w Japonii, tylko w obszarze o promieniu 200 km. spowoduje w okresie 50 lat 400 tysięcy zachorowań na raka. Wartości te oczywiście odnoszą się do obecnej sytuacji radiacyjnej, przy uwzględnieniu braku kolejnych emisji radioaktywnych z uszkodzonych reaktorów.
Dlatego warto poważnie ponownie przeanalizować, jakie są rzeczywiste koszty związane z rozwojem energetyki jądrowej, pod kątem jej wpływu na środowisko przyrodnicze oraz organizm człowieka. Punktem wyjścia powinna, być opinia niezależnych lekarzy onkologów, którzy uważają, że każda radiacja o poziomie przekraczającym promieniowanie tła jest potencjalnie groźna dla organizmu człowieka.

Zobacz podobne teksty - You may also like

Back to Top