Gminne systemy melioracji

Kolejne tragedie spowodowane powodziami, czy podtopieniami unaoczniły nam bezmiar nieodpowiedzialności w zakresie zarządzania środowiskiem przyrodniczym. Nie chodzi już tylko o problemy związane z prawidłową regulacją cieków wodnych, ale o całą problematykę mieszczącą się pod hasłem „Hydrologia i Gospodarowanie Wodą”. Błędy te zarówno merytoryczne, jak i organizacyjne widoczne są bez względu na skalę analizy, jaką tutaj zastosujemy.

U podstaw błędnej polityki zarządzania stosunkami wodnymi na poziomie gminy występuje najczęściej brak elementarnej wiedzy merytorycznej o tej problematyce. Wiedzy, którą przede wszystkim, powinni posiadać zarządzający daną gminą.

Brak wiedzy merytorycznej, a często wręcz zwykłej świadomości proekologicznej, prowadzi w prostej linii do wielu błędnych decyzji, które zostają następnie wdrażane w życie w planach miejscowego zagospodarowania.

W ostatnim okresie, jednym z bardzo niepokojących zjawisk jest likwidacja infrastruktury gminnych systemów melioracji. Polega to na zastępowaniu terenów, pełniących rowy melioracyjne (odwadniające) w „lukratywne” działki budowlane.

Proces ten oczywiście odbywa się w sposób całkowicie legalny. Dawny właściciel odzyskuje prawa do swojej ziemi na której znajduje się system melioracji. Następnie po uzyskaniu zgody od władz gminy likwiduje, ten system np. rowy melioracyjne, zasypując je tonami ziemi przywożonej z innych terenów budowlanych. Właściciel takich gruntów po ich zasypaniu odczekuje jakiś czas, aby nowo przywieziony grunt osiadł i się w miarę naturalnie „ułożył”, po czym przystępuje do jego sprzedania.

Często te nowo wydzielone działki budowlane siłą rzeczy przypominają swoim kształtem dawne rowy melioracyjne. Dla kupujących liczy się jednak ich lokalizacja. Jeśli jest dobra, nie zastanawiają się ani nad kształtem, a tym bardziej nad ich rzeczywistym pochodzeniem i rolą jaką wcześniej pełniły.

Jakie jest ich zdziwienie, kiedy po większych opadach deszczu okazuje się, że ich nowe działki budowlane mówiąc potocznie „stoją w wodzie”. Woda, nie mając gdzie spłynąć, czy infiltrować, gromadzi się na powierzchni gruntu. Proces ten jest tym intensywniejszy, im grunt ma charakter mniej przepuszczalny. Tworzą się wtedy pokaźnych rozmiarów zastoiska, zalewając również sąsiednie działki i domy, nie tylko utrudniając życie mieszkańcom, ale powodując wiele innych szkód w postaci np. korazji fundamentów budynków, czy ich groźne zawilgocenie prowadzące w efekcie do zagrzybienia.

Przykłady takich działań obserwujemy w ponoć „ekologicznej” podwarszawskiej gminie Izabelin w miejscowości Hornówek. Gdzie w wyniku nieodpowiedzialnych decyzji jej władz, można opisywane zjawisko obserwować.

Co ciekawe występuje ono już prawie przez cały rok, ponieważ prawie jedynym systemem melioracji, jaki tam pozostał, to proces naturalnej ewapotranspiracji. Jak wiadomo, nie zawsze przebiega on w szybkim tempie, ponieważ jest bezpośrednio uzależniony od danej sytuacji klimatycznej.

Hornówek jest świetnym przykładem na krótkowzroczną politykę przestrzennego zagospodarowania, jakie przyjęły władze tej gminy, nie licząc się zupełnie z realnymi warunkami środowiska przyrodniczego. Szkody, jakie wynikają z takich działań, uderzają bezpośrednio nie tylko mieszkańców takich obszarów, ale również w nieświadomych inwestorów.

Prawidłowe zarządzanie środowiskiem przyrodniczym w tym z istniejącymi systemami melioracji jest obowiązkiem władz każdej gminy, o którym jak widać zapominają w imię krótkowzrocznej polityki handlu gruntami budowlanymi.

Jeżeli odzyskane prywatne grunty, pełnią istotną rolę w systemie regulacji stosunków wodnych, obowiązkiem władz gminy jest chociażby ich wykupienie, tak aby móc na nich kształtować odpowiednią politykę środowiskową w myśl idei zrównoważonego rozwoju.

J.Sandner