Na narty na Kasprowy Wierch

Powinno to być oczywiście dość retoryczne pytanie. To czy, możemy wybierać się na narty w obecnych czasach na narty na Kasprowy Wierch w Tatrach zależy od wielu czynników i uwarunkowań. Niestety wygląda na to, że nasza decyzja nie będzie jedynie uwarunkowana pogodą.

Tekst i zdjęcia Jan Sandner

Kasprowy Wierch zresztą nigdy nie należał do terenów łatwo dostępnych dla narciarzy. Sytuacja ta trwa praktycznie od zarania dziejów. Nie było chyba takiego czasu, kiedy można było podjechać do Kuźnic (tam znajduje się dolna stacja kolejki na Kasprowy Wierch) kupić bilet i wsiąść do wagonika.

Niektórzy przywołują czasy stanu wojennego zimy z roku 1981/82. Podobno styczeń i luty w 1982 roku, był świetnym sezonem, nie tylko z powodu braku kłębiącego się tłumu ludzi, ale również bardzo dobrych warunków śniegowych. Narciarzy prawie, nie było bo aby wjechać na Kasprowy Wierch, trzeba było mieć specjalne zezwolenia ze względu na przebywanie w strefie przygranicznej. Ten, kto załatwił sobie takie zezwolenie, miał najlepszy sezon narciarski.

W tym momencie, nie chciałbym być źle zrozumiany, stan wojenny był rzeczywistą tragedią dla całego kraju i społeczeństwa, ale chyba ten czas jest świetnym przykładem najmocniej korespondującym z poruszanym przeze mnie tematem dostępu do tych terenów narciarskich.

W miarę rozluźniania rygorów stanu wojennego sytuacja na Kasprowym Wierchu, powracała do normy z okresu sprzed stanu wojennego, a z czasem jeszcze bardziej się pogarszała. Kolejki do kolejki na „świętą górę” narciarzy Kasprowy Wierch rosły w zastraszającym tempie. Podobna sytuacja zaczęła się pojawiać również i latem i trwa do dziś. Ustawiając się w kolejce około godziny 8.00 rano jest szansa kupienia miejscówki, dopiero na późne popołudnie. Kompletny absurd i nieporozumienie. Fakt, że okresu zimowego do letniego w zasadzie, nie można ze sobą porównywać, jednak okazuje się że tzw. letnie nowe przeszkody tworzone są z nie mniejszą „starannością”, jak zimowe.

Remont, a zarazem modernizacja kolei na Kasprowy Wierch, jaki przeprowadzono w roku 2007 praktycznie, niewiele zmieniła. W dalszym ciągu są te same problemy. Oczywiście pisząc te słowa, zdaję sobie sprawę, że wina za ten stan rzeczy, nie leży jedynie po stronie PKLu. Powodów jest jak już wcześniej wspomniałem wiele. Największym z nich jest chyba brak możliwości porozumienia się co do zasad ochrony środowiska przyrodniczego na którym zlokalizowana jest kolejka, pomimo tego, że jest to teren Tatrzańskiego Parku Narodowego. Absurdy jakie się z tym wiążą są często niewyobrażalne.

Obserwując, jak dzisiaj gospodarujemy tym terenem, aż trudno jest sobie wyobrazić w jak perfekcyjny i sprawny sposób zbudowano kolejkę w 1936 roku. Cała budowa, pomimo stosowanych wysoce niedoskonałych technologii trwała wtedy, tylko 227 dni. Był to prawdziwy wyczyn technologiczny i organizacyjny. Budowie, nie przeszkodziły również stosunki własnościowe, ani wiele innych problemów.

Dzisiaj, przy każdej okazji inwestycji, czy modernizacji obserwujemy, jedynie nieustanną walkę, często niestety pozbawioną rozsądnych argumentów. Nieustający spór dotyczy np. ilości wywożonych osób na Kasprowy Wierch. Warunkiem modernizacji kolejki na Kasprowym Wierchu, był warunek ograniczonej ilości wywożonych osób. W tej chwili zimą PKL, może wywieźć 360 osób/h, latem o połowę mniej 180 osób/h, co jest kolejnym delikatnie mówiąc nieporozumieniem. Ta mniejsza ilość osób ma zagwarantować właściwy poziom ochrony środowiska. Jest to kolejny absurd.

Z naukowego punktu widzenia, nie da się określić żadnego progu dla ilości wywożonych osób. Zimą większość osób stanowią zresztą narciarze, którzy natychmiast będą chcieli zjechać na dół, chociaż do wyciągu, więc też tego typu obliczenia są niewiele warte.

Problemem zimą jest, nie tyle ilość wywożonych narciarzy na godzinę przebywających na szczycie góry, ale niedostateczna pokrywa śniegowa w kotłach. Z tego powodu praktycznie praktycznie od wielu ostatnich zim wyciąg w Kotle Goryczkowym żadko kiedy jest uruchamiany, niestety nie wiele lepiej jest z wyciągiem po stronie doliny Gąsienicowej. Brak właściwej grubości pokrywy śniegowej jest dla tego terenu największym zagrożeniem ze strony narciarzy (chociażby ze względu na ochronę kosodrzewiny). Nie jest to zresztą nowa sprawa. Taka sytuacja powtarza się od lat 70-dziesiątych.

Jest to obszar, który ze względu na swoją specyfikę, wymaga bardzo dużego opadu śniegu, tak aby mógł być wykorzystany przez narciarzy bez szkody dla środowiska przyrodniczego. Jednorazowe opady zresztą są i tak niewystarczające, muszą się one regularnie powtarzać. Śnieg jest wywiewany, musi się więc związać z podłożem. Jednym słowem, musi zaistnieć wiele procesów klimatycznych, aby na terenie tym mogli bezpiecznie jeździć narciarze.

Ten dość długi wywód jest po to, aby zwrócić uwagę na rzeczywisty problem związany z ochroną tego terenu. Dostarczenie właściwej ilości śniegu jest najlepszym sposobem ochrony tego terenu. Pod tym względem bierzmy przykład chociażby od Austriaków, gdzie stoki narciarskie są już w wielu miejscach skanalizowane do wysokości ponad 3000 m.n.p.m. Nie widać przy tym degradacji tego obszaru a wręcz przeciwnie. Jest na to wiele dowodów, które powinny również dotrzeć do tych którzy bez sensu oprotestowują każdą inwestycję.

Sztuka polega na tym aby chronić środowisko przyrodnicze, a przy tym nie odgradzać tego środowiska od człowieka.

Od lat narciarze postulują również aby, chociaż w kotłach powstały wyciągi narciarskie w postaci orczyków (składanych na lato). Jak widać również bez rezultatu. Lepiej jest albo zamknąć całą górę dla narciarzy, albo przy niewystarczającym poziomie pokrywy puszczać ich do dolnej stacji kolejki, co wyraźnie jest w sprzeczności z wymogami ochrony na terenie parku narodowego. Wyciągi w kotłach odciążyłyby nie tylko główną kolejkę, ale również wyciągi krzesełkowe. Temat ten jest tak obszerny, że obiecuję już wkrótce do niego powrócić, ponieważ nie da się go w tym krótkim tekście omówić.

Latem, nie widzę również żadnego powodu aby zmniejszać zdolność przewozową kolejki na Kasprowy Wierch. Większość osób, które tam latem wjeżdżają są to osoby, które nie planują żadnego przemieszczania. Dla nich trzeba zorganizować, możliwość przejechania się wyciągiem w kotłach, które działałyby w tym okresie na zwolnionych obrotach (wydłużony czas jazdy w okresie letnim). Byłaby to największa atrakcja dla większości turystów wywiezionych przez kolejkę na Kasprowy Wierch.

Dzięki uruchomieniu wyciągów latem ogromna większość turystów, nie przebywałaby zatem na szczycie, a podziwiałaby widoki z wyciągów, a o to przecież toczy się największy spór. Dzięki uzyskanym nowym środkom finansowym, można by rozpocząć wiele proekologicznych inwestycji na terenie otuliny Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Chociażby zlikwidować kontrowersyjny transport z ronda przy COS do Kuźnic, gdzie dziesiątki odstraszających zdezelowanych zanieczyszczających środowisko pojazdów przewozi turystów na rzecz np. elektrycznej kolejki, podobnej jak na Gubałówce. Pamietam, że jakiś czas temu ten pomysł był już publicznie omawiany, ale bez rezultatu.

W tym krótkim tekście, chciałem jedynie zasygnalizować ogrom problemów i nieporozumień, które narosły o tym miejscu.

Obawiam się, że jest już dość późno na rozsądne decyzje, dotyczące rozwoju turystycznego tego obszaru w sposób zrównoważony z poszanowaniem środowiska przyrodniczego. Na moje obawy nakładają się również decyzje jakie zapadły w kwestii prywatyzacji PKLu, które nastąpiły w ostatnim okresie. Jest to zresztą temat, którym warto również w najbliższym czasie się zająć.

Mając to wszystko na uwadze myślę, jednak, że może warto podjąć ten kolejny wysiłek, abyśmy ponownie mogli jeździć tam na nartach.