Co dalej z Zakopanem?

Niewiele jest takich miejsc w Polsce z którymi chętnie byśmy się utożsamiali. Z pewnością jednak należy do nich Zakopane z Tatrzańskim Parkiem Narodowym (TPN). Stawiając Zakopane na pierwszym miejscu przed TPNem prawdopodobnie naraziłem się już, wielu miłośnikom przyrody, ale zrobiłem to celowo.

Tereny te są już od dziesiątek lat prawdziwym „magnesem” dla wielu Polaków. Jednakże coraz częściej, nie decydują o tym bynajmniej walory przyrodnicze tego regionu.

Ludzie zawodowo związani z Tatrami uważają, że coraz większa ilość przyjezdnych, zainteresowana jest wyłącznie atrakcjami miejskimi. Natomiast w góry „pędzeni” są oni raczej wbrew ich woli.

Dla tego typu „pseudo-turystów” przygotowane są tzw. stałe atrakcje turystyczne. W ich skład wchodzą obowiązkowe wycieczki do Morskiego Oka na Kasprowy Wierch, Gubałówkę, czy do Doliny Kościeliskiej.

Coraz bardziej „instrumentalne” traktowanie Tatr oraz Zakopanego, pociąga za sobą określone konsekwencje. Wiąże się to z chaotycznie rozbudowującą się bazą turystyczną, a także mieszkaniową miasta.

Przybywający z różnych stron Polski nowi „inwestorzy”, zaczynają coraz wyraźniej wpływać, nie tylko na kształt naszej zimowej „stolicy”, ale także na największe bogactwo tego regionu, jakim jest Tatrzański Park Narodowy.

Ścierające się interesy, różnych grup nacisku stanowią wręcz wybuchową mieszankę. Nie raz opinia publiczna również włącza się w tego typu dyskusje.

Tak było z budową przez „McDonalds” restauracji na Krupówkach, czy organizacją zimowych igrzysk olimpijskich w Zakopanem (do spółki ze Słowacją), czy też przebudową kolei na Kasprowy Wierch, a następnie jej niezrozumiałą prywatyzacją, a już pojawiają się nowe, bynajmniej nie mniejszej rangi.

Wszystko to sprawia, że powracają u mnie kolejny raz duże obawy, co do umiejętności skutecznego zarządzania tymi terenami przez władze gminne. Niestety jest na to, coraz więcej dowodów.

Wynika z nich coraz wyraźniej, że w Zakopanem już od pewnego czasu, nie kontroluje się wielu procesów gospodarczych. Mam tutaj na myśli, przede wszystkim brak kontroli wobec chaotycznie przebiegającego procesu zagospodarowania Zakopanego.

Jak donoszą sami mieszkańcy Zakopanego nie do końca legalne praktyki stawiania domów (szczególnie w ostatnim okresie) stały się praktyką.

Nie ma praktycznie już obszarów, które nie byłyby zagrożone dla tej grupy „przedsiębiorczych inwestorów”. Szczególnie preferują oni tereny najpiękniejsze, bogato zalesione, blisko granicy z TPNem.

Aby ominąć obowiązujące przepisy dotyczące ochrony zasobów leśnych, doprowadzają np. „sztucznie” do śmierci drzew, które stoją im na drodze. Po czym, bez większych problemów rozpoczynają inwestycję. Taki jest najczęściej scenariusz, tego niekontrolowanego żywiołowego procesu zagospodarowania, tych niezwykle cennych krajobrazowo terenów.

Brak planowych inwestycji państwowych jest z powodzeniem zastępowany tą nową formą „dzikiego” inwestowania. Złośliwi uważają, że są tego i dobre strony. Pamiętają oni bowiem, nie tak odległe czasy, kiedy to na zlecenie „organów partyjnych” w Zakopanem zrealizowano kilka „tragicznych” inwestycji, niszcząc przy okazji bezpowrotnie piękno przyrody wielu obszarów tego regionu.

Gospodarowanie zasobami miasta Zakopanego, okazuje się jednak śmiesznie łatwe w porównaniu, z sąsiadującym z nim Tatrzańskim Parkiem Narodowym. Ilość koncepcji co do form i możliwości jego wykorzystania, z dnia na dzień jest coraz większa.

Okazuje się jednak, że czas pracuje również na niekorzyść TPNu. Spowodowane jest to nie tylko postępującą degradacją przyrodniczą tych terenów. Z biegiem czasu powstają, coraz to nowe trudności, uniemożliwiające prawidłowe nim zarządzanie. Stosunkowo nie tak dawno np. okazało się że jest coraz więcej współwłaścicieli tatrzańskich dolin i szczytów.

Niektórzy z pretendentów do nich posunęli się nawet dalej, kwestionując granice Parku, które zostały ustalone przy jego tworzeniu.

W obliczu tych faktów Dyrekcja TPN, była zmuszona wtedy ogłosić, specjalny komunikat, w którym dementowała fakt braku ustalonych granic. Przyznała w nim jednak, że 2.613ha powierzchni Parku stanowi własność prywatną (całkowita powierzchnia TPN 21164ha).

Władze Parku uważają jednak, że fakt ten nie powinien stanowić żadnych trudności w działalności statutowej, ponieważ jest to problem raczej marginalny w skali całego obszaru TPN.

Pod tym względem w znacznie gorszej sytuacji znalazł się Zarząd Słowackiego Parku Narodowego (TANAP), który musiał oddać już około 1/4 swojej powierzchni prywatnym właścicielom. Słowacy twierdzą jednak, że nie pociągnęło to za sobą żadnych konsekwencji dla funkcjonowania TANAPu.

Powierzchnia całkowita Słowackiego Parku, wraz z jego otuliną, jest ponad pięciokrotnie większa od TPNu. Dlatego też, proces ochrony zasobów Słowackiego Parku Narodowego, pomimo tego nie został zakłócony.

Trudno się dziwić, że władze TPNu mają wątpliwości, co do projektów inwestycji różnych instytucji oraz coraz większej rzeszy osób prywatnych na swoim terenie. Presja oddziaływania na ten obszar, staje się jednak coraz większa. Nową nieznaną dotychczas, dużą grupę nacisku stanowią zwolennicy różnych nowych sportów, które od niedawna pojawiły się masowo w Polsce. Miłośnicy ich oczywiście, chcą je uprawiać w obrębie TPNu.

Uwzględniając po części ich postulaty, kierownictwo Parku poszło na pewne ustępstwa, udostępniając im specjalne trasy. Dotyczy to między innymi: rowerzystów górskich, a także lotniarzy.

Paradoks rządzenia tymi obszarami jest najlepiej widoczny na Nosalu. Ta jedna z najbardziej znanych gór w Zakopanem (obok Giewontu), na której odbywa się większość międzynarodowych imprez narciarskich, należała do kilku właścicieli. Jak więc, prowadzić planową gospodarkę na takim terenie?

W obliczu różnych grup nacisków okazuje się, że jak na razie najbardziej stabilne zdają się być kolejne zarządy TPNu. Polityka ich coraz wyraźniej, zmierza w kierunku ograniczania dostępu szerokim masom do wnętrza parku. Z jednej strony jest to stanowisko niewątpliwie słuszne. W ciągu roku Park jest odwiedzany, przez ponad 1mln.osób (ta ilość się ciągle zwiększa). Niestety doświadczenie innych dowodzi, że stagnacja w planowaniu, oraz polityka ograniczonego dostępu na dłuższą metę, nie przynosi oczekiwanych korzyści. Szczególnie, jeśli nie leży ona w interesie zarówno władz miasta, jak i tych którzy żyją z turystyki.

Przykładem, chyba najbardziej nabrzmiałego problemu jest trwająca od lat nieprzerwanie regulacja ruchu turystycznego na Kasprowym Wierchu. Upór stron (trwający już od dziesiątek lat) zaangażowanych w jego rozwiązanie, a w związku tym brak systemowych decyzji, powoduje ogromne szkody, za które w efekcie i tak zapłaci przyroda.

Przy rozpatrywaniu projektów zagospodarowania TPNu, powinno się patrzeć, przede wszystkim poprzez pryzmat miasta Zakopanego. To w jaki sposób się tam gospodaruje jest decydującym czynnikiem, jakości środowiska przyrodniczego Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Władze gminy Zakopane muszą od podstaw wypracować nowe mechanizmy rozwoju miasta, które wreszcie będą zgodne również z interesami TPNu. Jest to niezwykle istotne, ponieważ dalszy rozwój tego regionu będzie, możliwy jedynie przy zachowaniu układu „symbiozy” pomiędzy Tatrzańskim Parkiem Narodowym, a miastem Zakopane.

Dotychczas niestety mieliśmy do czynienia z układem wręcz przeciwnym, który świetnie wiemy czym, może się ostatecznie zakończyć, jeśli będzie trwać dalej.

dr J.Sandner