Czy od roku 2035 Himalaje bez lodowców?

Decyzją Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC) pod egidą ONZ do roku 2035, lodowce w Himalajach, jakoby miałyby całkowicie zaniknąć.

Tekst i zdjęcia Jan Sandner

Pamiętamy informację, która obiegła świat nauki w roku 2007 która od razu wzbudziła pewne zakłopotanie. Wszyscy ci, którzy poważnie zajmują się problematyką ochrony środowiska zdają sobie sprawę, że jest to praktycznie niemożliwe, aby w tak krótkim czasie doszło do takich zmian środowiskowych.

Niestety ci którzy w to wątpili, byli stanowczo w mniejszości oraz, nie mieli poparcia właściwych mediów.

Podobno lewicowe media wspierają poglądy wokół globalnego ocieplenia, natomiast prawicowe wręcz przeciwnie. Nie wiem ile jest w tym prawdy, ale jest to niewątpliwie temat do osobnej analizy.

Fakt zaniku lodowców górskich jest dobrze znany, zarówno w Alpach, jak i w Himalajach. Lodowce cofają się zmniejszając przy tym swoją masę w tempie wielokrotnie większym, niż to dotychczas miało miejsce. Ponieważ jest to zjawisko, które powinno być mierzone w skali czasu geologicznego w momencie, kiedy zmiany zaczynają przebiegać w rytmie odmierzanym według naszego czasu życia, zaniepokojenie to jest faktycznie uzasadnione.

Najwięcej na ten temat mogą oprócz naukowców, powiedzieć narciarze jeżdżący regularnie latem w Alpach.

Jeszcze w latach 90 jazda w lecie na nartach w Alpach na wysokości ponad 2660 m.n.p.m. (granica wiecznego śniegu w Alpach), była czymś całkowicie realnym. Sezon trwał cały rok. W tej chwili, też niby na niektórych z nich trwa cały rok, tylko niestety nie ma już takich warunków narciarskich.

W lipcu rzadko kiedy, można dojechać na wysokość 2660. Jazda odbywa się najczęściej do wysokości 2900 m.n.p.m. w sierpniu praktycznie warunki narciarskie się kończą. Na lodowcu po prostu nie ma wystarczającej pokrywy śniegowej do bezpiecznej jazdy na nartach. Lodowiec zaczyna wtedy tracić gwałtownie swoją masę, zmniejszając również i swój zasięg. Jest to zjawisko świetnie widoczne na niektórych lodowcach alpejskich. Przez ostatnie 10 lat, niektóre letnie trasy narciarskie w wyniku zaniku lodu utraciły swój lodowy podkład w związku z tym trzeba, było je zamknąć.

Lodowce zanikają jest to, jak na razie fakt niezaprzeczalny. Jest to proces, który szczególnie nasilił się w ostatnim okresie 10 lat. Nie jest to jednak spowodowane wyłącznie wzrostem temperatury.

Właściciele wyciągów na lodowcach wskazują od lat, że największym problemem dla alpejskich lodowców są długotrwałe i gwałtowne opady deszczu. Ich zdaniem to on jest największym zagrożeniem dla lodowców. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze fluktuacje klimatyczne.

W styczniu 2010 roku na wysokości 3000 m.n.p.m. w Alpach utrzymywały się temperatury w granicach kilka stopni poniżej zera. W tym czasie w Polsce panowały mrozy, sięgające w nocy przy gruncie do -34 stopni C. (temperatura odnotowana w Białymstoku 25.01.2010).

Należy mieć nadzieję, że lodowce utrzymają się znacznie dłużej, niż zapowiada to Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu (IPCC) pod egidą ONZ. Tym bardziej, że okazało się że data 2035 była podana w związku z wypowiedzią, jakiegoś mało znanego naukowca z Indii o czym donosiło w tym czasie pismo „New Scientist”. Fakt tej kolejnej afery klimatycznej kolejny raz podważyło powagę instytucji (IPCC), co do prognoz w zakresie globalnego ocieplenia. Mając również w pamięci aferę z e-mailami naukowców z Uniwersytetu wschodniej Anglii, które ponoć sugerowały manipulacje danymi przez ekspertów, mamy ciągle zagmatwany obraz wokół tzw. efektu globalnego ocieplenia.

Wszystkie te fakty, jednak świadczą, że efekt globalnego ocieplenia jest to przede wszystkim, wielki biznes i wielkie pieniądze, gdzie dla rzeczywistych problemów związanych z ochroną środowiska przyrodniczego pozostaje niewiele już miejsca.

I to jest ciągle najbardziej aktualna i niestety niezmienna informacja.