Wody gruntowe groźne jak rzeki

Nawet z dzisiejszej perspektywy rok 2010, można nazwać rokiem klęsk żywiołowych. Kolejne powodzie, przeplatane upałami spowodowały ogromne straty finansowe, ale również i społeczne.

Na innych szerokościach geograficznych, spotykane są wprawdzie znacznie większe katastrofy środowiskowe, jak chociażby trzęsienia ziemi w skali naszego kraju, te z którymi mieliśmy do czynienia, były i tak znaczne.

Większości nieszczęść ludzi, którzy doznali je w wyniku tzw. „nieobliczalnej natury”, można było jednak uniknąć. Nie chodzi mi tu bynajmniej o wcześniejsze powiadamianie o zbliżającym się niebezpieczeństwie, ale o zaniedbany proces prawidłowego zarządzania środowiskiem przyrodniczym. Takiego typu zarządzania tak faktycznie, to nie ma ani na szczeblu administracji rządowej, tym bardziej gminnej.

Skutkuje to, bardzo często nieprawidłowym podejmowaniem decyzji środowiskowych we wszystkich kwestiach dotyczących planów rozwojowych. Stan ten, można obserwować coraz częściej na terenie całego kraju.

We wszystkich działaniach na poziomie gminy, przeważają decyzje, prowadzące do wprowadzania zabudowy na terenach bez względu na ich charakterystykę przyrodniczą. W ten sposób właśnie powstają decyzje w kwestii zabudowywania tarasów zalewowych rzek, wycinania drzew w celu wprowadzania na te obszary nowych osiedli itp. Efektem tego są nieszczęścia ludzi w momencie, kiedy ze strony natury mamy np. większy opad deszczu.

W przypadku zalewowych tarasów rzecznych, sytuacja jest oczywista. Potencjalne niebezpieczeństwo jest związane z danym ciekiem wodnym i możliwością jego wylania, po gwałtownym, czy długotrwałym opadzie deszczu. Zagrożenie jednak, może występować również na terenach na których nie płynie żaden ciek wodny. Chodzi oczywiście o wody gruntowe. Nawiasem mówiąc jest to temat, który jest chyba najbardziej „zaniedbany” w prawie środowiskowym, zresztą nie tylko w naszym kraju.

Przykładem fatalnej polityki środowiskowej jest gmina Izabelin, koło Warszawy. Praktycznie duża część decyzji związanych z miejscowym planem zagospodarowania, stoją w sprzeczności ze środowiskiem przyrodniczym.

Decyzje dotyczące miejscowości Truskaw o możliwości wprowadzenia zabudowy na terenach bezpośrednio graniczących z Kampinoskim Parkiem Narodowym są błędem za który w konsekwencji zapłacą sami mieszkańcy tej miejscowości. Błąd polega na tym, że aby móc na tym nowym terenie budować, trzeba go znacznie podwyższyć ze względu na jego podmokłość (sąsiedztwo z obszarami bagiennymi).

Podwyższenie tego terenu w celu wprowadzenia zabudowy z pewnością, umożliwi wybudowanie tam domów, ale przyczyni się również do poważnych problemów z wodami gruntowymi.

Powierzchniowe wody gruntowe, mają to do siebie, że nie tylko dość gwałtownie reagują na duży opad deszczu, ale również mają taką właściwość, że naśladują ukształtowanie terenu. Miejscowość Truskaw, leży na specyficznym terenie otoczona lasem oraz obszarami bagiennymi Kampinoskiego Parku Narodowego (KPN). Miejscowość ta, powstała wzdłuż niewielkiego wzniesienia, które ciągnie się przez całą miejscowość. Problemem dla wszystkich budynków, które się tam znajdują są wysokie stany wody gruntowej. Zagrożenie to dotychczas, było bezpośrednio związane, tylko opadem deszczu oraz jego intensywnością. Nieodpowiedzialne decyzje władz gminy wprowadziły na te tereny nowe zagrożenie w postaci, niekontrolowanego wzrostu stanu wody gruntowej. Skutkować to będzie, coraz wyższym stanem powierzchniowej wody gruntowej, powodując miejscowe podtopienia oraz procesy degradacji fundamentów, czy też korazji. Niestety wtedy, kiedy mieszkańcy się zorientują z powodu tego nowego, nieznanego im wcześniej zagrożenia, będzie już za późno na odwrócenie tego procesu. Inaczej mówiąc, koszty przywrócenia stanu wyjściowego, będą niewyobrażalnie wysokie.

Osobną kwestią pozostaje, czy na terenach otuliny parku narodowego (KPN), powinno się umożliwiać powstawanie tego typu inwestycji z punktu widzenia wymogów kształtowania środowiska przyrodniczego.

Jak widać w przypadku gminy Izabelin, można łamać bezkarnie zasady zarządzania środowiskiem przyrodniczym. Na ironię tego, co się tam dzieje Wójt reklamuje tą gminę, jako ekologiczną.

Sand