Bezpieczne stoki narciarskie w zrównoważonym środowisku

Sprowokowany wchodzącą w życie nową ustawą o bezpieczeństwie w górach i zorganizowanych terenach narciarskich, chciałbym podjąć ten temat, ale trochę od innej strony. Innej, która jednak moim zdaniem jest, nie mniej kluczowa dla bezpieczeństwa uprawiania narciarstwa.

Zadajmy sobie pytanie od czego przede wszystkim, zależy bezpieczeństwo uprawiających narciarstwo na stoku? Śmiem twierdzić, że najważniejszą sprawą są odpowiednie warunki w postaci przygotowania samego terenu narciarskiego oraz warunków śniegowych. Mówiąc o terenie mam na myśli odpowiednią powierzchnię do jego uprawiania, nachylenie, ograniczoną ilość przeszkód sztucznych, ale i tych naturalnych.

Czy takie warunki, możemy zapewnić narciarzom na krajowych trasach narciarskich? Obawiam się, że jednak nie. Nasze tereny narciarskie są położone najczęściej na niskich wysokościach w związku z tym, muszą być tyczone na obszarach najczęściej na których rośnie las.

Wycinanie lasów jest odpowiedzialne za degradację środowiska naturalnego, powodując tym samym, brak zrównoważenia tego swoistego ekosystemu.

Brak zrównoważenia ma również bezpośredni wpływ na jakość wytyczonych tras narciarskich na których, dochodzi do wzmożonego procesu erozji, a co za tym idzie powolnego spełzywania gruntu.

Zjawisko to widoczne jest na wielu w ten sposób wytyczonych trasach szczególnie tam gdzie, nie doszło do związania gruntu np. poprzez sztuczne zadarnienie, czy odpowiednie betonowanie z drenowaniem itp.

Bezpośrednie zwiększanie powierzchni terenów narciarskich powoduje to, że stoki stają się coraz bezpieczniejsze, ale z drugiej strony coraz mniej zrównoważone przyrodniczo. Jedynie stoki położone powyżej górnego regla lasów są w sposób naturalny odkryte z utwardzonym naturalnym podkładem skalnym odpornym na procesy wietrzenia.

Terenów tych w skali naszego kraju jest jednak bardzo mało. W dodatku są to obszary parków narodowych, gdzie rozwój narciarstwa, nie jest planowany z innych powodów.

Dlatego też trudno jest mówić o krajowych stokach narciarskich i ich bezpieczeństwie. Z pewnością wszelkie sztuczne regulacje ruchu (w postaci ustaw prawnych) na nich są wręcz śmiesznymi działaniami.

Nikt nie jest w stanie obliczyć, ilu powinno być narciarzy na danym stoku, aby było zachowane odpowiednie bezpieczeństwo. Często wystarczy kilku nieodpowiedzialnych szarżujących narciarzy, aby stok stał się niebezpieczny. Nie możemy również zapominać, że umiejętności narciarzy, też odgrywają istotną rolę.

Jeden do „pędzlowania” jadąc pionowo w dół potrzebuje dwa metry szerokości stoku dla drugiego szerokość całego stoku to dalej za mało.

Zmorą narciarzy na dwóch nartach, zresztą nie tylko w naszym kraju są snowboardziści. Ci użytkownicy stoków najczęściej, nie liczą się z nikim, powodując najwięcej kolizji i groźnych sytuacji.

Snowboardziści w dodatku ze względu na swój styl jazdy, zawsze potrzebują znacznie więcej miejsca nawet do wykonania zwykłego skrętu, czy zatrzymania się. Z tego, między innymi powodu pokrywa śniegowa stoku narciarskiego, kiedy jest głównie używana przez snowboardzistów jest w dużo większym stopniu „dewastowana” w ciągu dnia wpływając w ten sposób na bezpieczeństwo jazdy po takim terenie innych użytkowników.

W wielu zagranicznych stacjach narciarskich ten problem rozwiązano w ten sposób, że snowboardzistom przygotowuje się specjalnie dedykowane tereny do jazdy. W ten sztuczny, a zarazem delikatny sposób, eliminuje się ich ze stoków narciarskich, gdzie jeżdżą narciarze na dwóch nartach, zwiększając tym samym bezpieczeństwo na stoku, bez wprowadzania żadnych nieskutecznych ustaw prawnych.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że tego typu rozwiązania są możliwe na terenach, które dysponują dużymi obszarami przeznaczonymi na stoki narciarskie. Piszę jednak o tym w tym miejscu, aby uzmysłowić decydentom w tej materii, że ustawami zakazującymi niczego się nie załatwi, a wręcz przeciwnie.

Zupełnie sobie również, nie wyobrażam, jak ma być sprawdzany stan trzeźwości użytkowników stoków i ich ewentualne eliminowanie z nich, czy kontrola posiadania kasku. Kaski zgodnie z ustawą, mają mieć narciarze tylko do 16 roku życia. Jak to będzie sprawdzane i przez kogo. Myślę, że wielu z nas nie jest w stanie w naszym otoczeniu określić wieku młodzieży, może uda się to z odchyleniem 5-10 lat. W stroju narciarskim prawie, każdy wyrośnięty nastolatek wygląda na znacznie starszego niż nim jest faktycznie. Oznacza to, że będą mogli niepokojeni przez nikogo jeździć bez kasku.

Trochę, jak widać zacząłem sobie z tego tematu kasków pokpiwać, ponieważ zupełnie nie rozumiem dlaczego granicą ma być akurat 16 lat, a nie 18, a może powinno być 21 lat.

Jest to ze strony ustawodawcy, całkowicie niezrozumiała decyzja świadcząca o daleko idącej niekompetencji w tej materii. Ja jestem absolutnym zwolennikiem używania kasków przez wszystkie grupy wiekowe.

Dlaczego właśnie takiego, nie zrobiono zapisu w ustawie, aby chronić wszystkich? Dlaczego użytkownicy stoków powyżej 16 roku życia zgodnie z wolą ustawodawcy, mogą się narażać na konsekwencje poważnego wypadku spowodowane brakiem kasku.

W ogóle coraz bardziej wydaje mi się, że całą tą ustawę pisali ludzie którzy po prostu, nie jeżdżą na nartach i nie rozumieją problemów, które są związane z tym przepięknym sportem.

J.Sandner