Nowy wymiar katastrofy w Fukushima Daiichi

Katastrofa elektrowni atomowej Fukushima Daiichi, okazała się znacznie poważniejsza niż przypuszczano, jak przyznaje sam japoński jej operator firma TEPCO. Już od samego początku, nie rozpoznano poziomu zagrożenia, jaki był spowodowany trzęsieniem ziemi oraz falą tsunami. Okazuje się, że już w 6 godzinie po trzęsieniu ziemi, jakie nastąpiło w tym rejonie 11-03-2011 doszło prawdopodobnie do przynajmniej częściowego stopienia prętów paliwowych, co następnie doprowadziło do stopienia paliwa, które uszkodziło obudowę w 1,2,3 reaktorze. W ciągu następnych 16 godzin doszło do powstania otworu przez który wydostało się 3000 ton radioaktywnej wody.

Problem polega jednak na tym, że operatorzy elektrowni do dziś dnia, nie znają poziomu faktycznych zniszczeń reaktorów atomowych. Uległy one uszkodzeniom, nie tylko na skutek trzęsienia ziemi, ale również bezpośredniego zalania elektrowni i jej rezerwowych generatorów przez  fale tsunami. Wyłączone zasilanie spowodowało zatrzymanie chłodzenia reaktorów, co bezpośrednio przyczyniło się do uruchomienia łańcuchowej reakcji prowadząc do katastrofy.

Dopiero w ostatnich dniach opinii publicznej, zostały udostępnione zdjęcia z tego krytycznego momentu na których widzimy ogrom zniszczeń wywołany falami tsunami.

Wzrastający w ostatnich dniach poziom promieniowania cezem 137 w obszarze elektrowni atomowej Fukushima Daiichi, coraz bardziej zaczyna niepokoić, tym bardziej, że nikt z operatorów nie jest w stanie wytłumaczyć dlaczego tak się dzieje. Efektem tego wzrastającego zagrożenia są nowe ewakuacje i wysiedlenia również w obszarze poza strefą tzw. zony, która dotychczas została wydzielona w promieniu 20 kilometrów od elektrowni.

Społeczeństwo w Japonii, coraz bardziej niepokoi się wzrastającym zagrożeniem radioaktywnym. Operator elektrowni przygotował plan zabezpieczenia tzw. zimnego zamknięcia reaktorów. Problem polega jednak na tym, że w wyniku prawdopodobnych uszkodzeń ich konstrukcji plan ten, może nie zostać zrealizowany. Praktycznie planu alternatywnego, nie ma. Pozostaje za wszelką cenę chłodzić reaktory wodą, która niestety w dużej ilości przedostaje się do oceanu. Do procesu chłodzenia według agencji Kyodo wykorzystywane jest ponad 110000 tysięcy ton wody. Jest to ilość wody, która mogłaby wypełnić ponad 40 olimpijskich basenów pływackich.

W elektrowni atomowej Fukushima Daiichi trwa walka, aby woda z chłodzenia, nie przedostawała się do oceanu. W tym celu w ostatnich dniach sprowadzono gigantyczne barki, które mają pełnić rolę zamkniętego obiegu dla systemu chłodzenia. Wszystkie te wysiłki, niestety nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Do oceanu przedostają się ogromne ilości skażonej wody. Konsekwencje tego, będą z pewnością nieuniknione w postaci kumulacji substancji radioaktywnych w organizmach oceanicznych.

Straty dla samego środowiska przyrodniczego w wyniku katastrofy elektrowni atomowej Fukushima Daiichi są praktycznie nieobliczalne. Doszło do skażenia wszystkich elementów środowiska przyrodniczego. Proces ten w dodatku trwa permanentnie na mniejszą, lub większą skalę.

W ostatnim tygodniu ewakuowani są kolejni mieszkańcy miast Kawamata oraz Iitate położonych ponad strefą 30 kilometrów.Społeczeństwo Japonii coraz poważniej przerażone jest niekontrolowanym wzrostem zagrożenia. W tej chwili już czterech na pięciu żąda zamknięcia wszystkich elektrowni atomowych na obszarze Japonii. Rząd z własnej inicjatywy zamyka najbardziej zagrożone, a zarazem najstarsze elektrownie atomowe. W ten sposób została zamknięta elektrownia atomowa Hamaoka, położona 200 kilometrów na południowy zachód od Tokio.

Specjalny program zamykania elektrowni atomowych ogłosiły prawie wszystkie kraje UE. Niemcy mają zamiar zamknąć swoje elektrownie w ciągu najbliższych 10 lat, pozostawiając sobie 3 w rezerwie energetycznej.

Tymczasem Polska, nie zważając na wszystko co się dzieje na świecie potwierdza wystąpieniami swoje premiera Donalda Tuska, że nie zamierza rezygnować ze swojego programu atomowego.

Głównym argumentem dla naszych polityków za budową elektrowni w Polsce jest fakt, że u nas nie ma trzęsień ziemi ani tsunami. Dziwne jest to, że Niemcy zamykają elektrownie, a przecież u nich też, nie ma trzęsień ziemi ani tsunami.

Czego więc się obawiają?

Miejmy nadzieję, że swoim dalekowzrocznym rozsądnym postępowaniem wpłyną na naszych rządzących polityków i przekonają ich ostatecznie, że w kraju w którym nie potrafi się zbudować zgodnie z normami europejskimi jednej autostrady, lepiej nie brać się za budowę elektrowni atomowych. To powinno być ostatecznym argumentem dla naszych rządzących, jeżeli inne są niezrozumiałe.

Sand